Szczyrk - Psy nad Szczyrkiem.
W ostatnich latach często odwiedzałem
Szczyrk. Przez cały dzień załatwiałem sprawy na dole, jednocześnie wiedząc, że wieczorem ostatnim niemal krzesełkiem ze Skrzycznego zjedzie osoba z którą muszę załatwić pewien interes. Wieczorem okazuje się, że ta osoba zostaje na górze. Październikowo-listopadowy wieczór jest jeszcze w miarę ciepły, ale gdy zajdzie słońce temperatura spada o kilka stopni, szczególnie w górze. Jest konieczność, to trzeba sprintem wbiec na Skrzyczne (1257m) do schroniska. Schodzenie po górskie buty, do samochodu, który stoi na samym dole Szczyrku, nie miało sensu z uwagi na opływający czas. Biegiem trasą narciarską dotarłem na wierzchołek przy ostatnich promieniach słońca. Zejście nie było niebezpieczne, bo nocne marsze bez latarki to horror. Stokiem trawiastym stoczyłem się niemal na sam dół. Trochę było przy tym adrenaliny, ale zaczęło się dopiero na dole, gdy przy pierwszym zabudowaniu na szczęście białe psy zaczęły z daleka mnie obszczekiwać, a gdybym nie uciekł do góry to by mnie chyba zjadły. Szczyrk był w zasięgu ręki, a ja uciekałem od psów do góry.